Z więzienia wychodzi Grinwald, który odsiadywał wyrok za brutalne zabójstwo swojej żony. Za śmierć córki morderca obwinia osoby odpowiedzialne za skazanie go. Pragnie zemsty między innymi na prokuratorze Adamie Szmycie. Do jej przeprowadzenia używa "maszyny losu". W historię plecione zostały retrospekcje z przeszłości.
"Jego maszyna losu brzmiała niczym orkiestra symfoniczna. Właśnie ruszyły skrzypce, a po chwili dołączyły do nich wiolonczele z altówkami. Poczuł się nagle jak dyrygent. Całym sobą czuł tę melodię. Crescendo i decrescendo, aż do całkowitej ciszy, która trwała, trwała…"
Kilka razy "przejechałam" się na książkach wydanych przez Novae Res. To selfpublishing, który często nie powinien opuszczać szuflady autora, nie wygląda, jakby do tekstów zajrzał redaktor i korektor, a oceny na LC są sztucznie pompowane przez trolle. Dlatego obiecałam sobie, że nigdy więcej nie przeczytam książki wydanej przez Novae Res. W przypadku tej serii pierwszy tom wydała Replika, od drugiego przeszła pod skrzydła Novae Res. Podobała mi się historia z pierwszej części, dlatego chwilowo zawieszam bojkotowanie wydawnictwa.
Jeśli chodzi o "Maszynę losu"... Fabuła była ciekawa i intrygująca. W porównaniu z pierwszym tomem historia nie przechodziła z monotonii w zagmatwanie, by potem ponownie wpaść w splątanie. Ta sinusoida została spłaszczona. Miałam też wrażenie, że autor bardziej panował nad przebiegiem fabuły, chociaż nie uniknął mało wiarygodnych momentów. Drugim zarzutem, który miałam do poprzedniego tomu to sztubackie poczucie humoru i powtarzane z uporem toporne wulgarne określenia. W tym aspekcie jest znacznie lepiej. Styl jest całkiem znośny i nie tak ordynarny, chociaż żarciki okolicznościowe nadal były trywialne.
Sceny seksu wyszły autorowi dziwacznie. Raz kwieciście, raz obcesowo, raz infantylnie. W jednym zdaniu łączył eufemizmy z wulgarnością. Możliwe, że zamysł był taki, żeby sceny zróżnicować, gdyż występowały różne postaci w różnych sytuacjach, ale trochę nie wyszło.
Zdarzały się w tekście błędy korektorskie i redaktorskie, jak podawanie czegoś "na talerzu" zamiast "na tacy", ale czego można się spodziewać po wydawnictwie?
Kryminał ,,Maszyna losu", której autorem jest Andrzej Mathiasz premierę miał 16 sierpnia. Tym razem autor w swoim kryminale zabiera nas jak widać po okładce do Krakowa, ale co z tym wszystkim ma wspólnego ukazana pomarańcza ?
Po dwudziestu latach spędzonych w więzieniu na wolność wychodzi Czesław Grinwald. Był skazany za brutalne zabójstwo żony, ale podczas procesu nigdy nie przyznał się do zbrodni i tłumaczył się lukami w pamięci. Po wyjściu postanowił się zemścić na osobach, które doprowadziły go do skazania i zamknięcia. Jednak, aby cierpienie ich było znacznie większe, chce zabić ich dzieci. Nie zabija swoich ofiar bezpośrednio, gdyż tworzy śmiercionośną maszynę losu, która decyduje czy ktoś ma zginąć czy przeżyć. Ofiary do końca liczą na możliwość przeżycia, a wszystko zależy od kolejno po sobie wprawionych w ruch przedmiotów. Prokurator Adam Szmyt, który pojawił się w poprzednim kryminale autora ,,Szlam" stoczy walkę o życie swoje i swoich bliskich. Czy uda mu się ponownie złapać i zamknąć Grinwalda ? A wszystko zaczęło się od dziwnego telefonu do prokuratora z pytaniem o pomarańcze, która stała się pewnym symbolem…
Książka jest dość obszerna, bo liczy ponad 500 stron. Jednak zabójstw jest kilka i są starannie zaplanowane oraz wykonane, co wymaga pewnej ilości treści. Za sprawą zabójstw dzieje się wiele, a morderca jest nieuchwytny. Chociaż z góry znany jest zabójca to za sprawą wielu zwrotów akcji książka trzyma w napięciu.
Ważną kwestią pojawiającą się w tym kryminale są relacje pomiędzy rodzicami a dziećmi. ,,Jednym słowem: wszędzie kłótnie, awantury i rozczarowania. A wszystko przez upadek etosu rodziny. Od tego zaczyna się wszelkie zło." Dopiero w obliczu zagrożenia życia bohaterowie ,,Maszyny losu" dostrzegają, co tak naprawdę jest istotne.
Dodatkowo pojawia się trafny komentarz politycznej i przywołane są w treści wydarzenia, które miały miejsce na polskiej scenie politycznej, a wszystko to ubrane w czarny humor, który równoważy drastyczne zabójstwa spowodowane przez tytułową maszynę losu.
Mam nadzieję, że zaciekawiła Was ,,Maszyna losu" i sięgnięcie po ten bardzo dobrze skonstruowany kryminał z wciągającą fabułą, który posiada wszystkie niezbędne elementy takiej powieści.
Ja uwielbiam, często po nie sięgam i mam kilka ulubionych do których wracam w miarę możliwości czasowych.
"Maszyna losu" jest drugim tomem serii o prokuraturze Adamie Szmyt. Mimo, że można czytać bez znajomości tomu pierwszego zachęcam was jednak do zapoznania się z "Szlamem".
Kilka wątków i bohaterów przeplata się w drugim tomie. Bez znajomości historii początkowego tomu serii ciężko byłoby mi domyślić się niektórych spraw.
Jak wiecie "Szlam" podobał mi się ale nie było między nami mocniejszej więzi. Uważam ją za dobrą książkę jednak bez takiego wow. Natomiast "Maszyna losu" była dla wyśmienitą ucztą literacką.
Z przyjemnością wracałam do tej książki. Pomysł na zbrodnie był dla mnie super przemyślany, wątek zemsty , dawnych krzywd - coś czego często szukam w książkach z tego gatunku.
Tak jak bardzo zniesmaczały mnie wulgaryzmy w pierwszym tomie tak tutaj było zgoła inaczej. Poznałam pióro autora. Wiedziałam czego się mogę spodziewać. Doszłam również do takiego wniosku, że język potoczny sprawia że czujemy więcej sympatii do bohaterów przez uczucie wykreowania ich na prostych ludzi.
Wiedząc , że "Maszyna losu" nie będzie moim top 1 tego roku jestem świadoma że i tak będę sięgać po twórczość Autora.
Niesamowicie jestem zaintrygowana stylem autora. Sposobem w jaki przekazuje nam daną historię.
Jestem totalnie kupiona prokuratorem Adamem Szmytem. Nietuzinkowy bohater, który lubi to co robi. Faktem jest że nie każda sprawa jest jego spełnieniem marzeń.
Wielbiciele kryminałów będą mile zaskoczeni "Maszyną losu".
Czy życiem rządzi przypadek? Często mówimy, że zawdzięczamy coś losowi, lub zrzucamy na niego nasze niepowodzenia. A może przeciwnie, jest niczym kostki domina wprawiane w ruch jednym czynem, którego konsekwencji nie jesteśmy w stanie przewidzieć i – co gorsza – uniknąć?
W najnowszej powieści Andrzej Mathiasz przypisuje losowi duże znaczenie. Jednak, czy jak zawsze tak i w tym przypadku przeznaczeniu nie trzeba trochę pomóc?
Już po przeczytaniu pierwszej części cyklu kryminalnego z prokuratorem Adamem Szmytem „Szlam” ogłosiłam się jej wielką miłośniczką, a po lekturze drugiej „Maszyna losu” nie tylko podtrzymuję deklarację, ale będę Was wszelkimi siłami namawiać do poznania twórczości autora. To jest tak świeże, naturalne i spójne, do tego mimo poruszania po raz kolejny trudnych tematów związanych tym razem z samobójstwami i zabójstwami dzieci ubrane w tak genialny humor, że książkę się po prostu pochłania.
Tu nie tylko sprawa kryminalna intryguje, bo autor porusza również wiele trudnych tematów związanych z relacjami ojców i ich dzieci, które nie zawsze spełniają oczekiwania rodziców i często nie stanowią powodu do dumy. Obnaża zgniliznę systemu, czy raczej jego urzędników wykorzystujących stanowiska do swoich celów, przekonanych o swojej sprawczości i bezkarności. I przede wszystkim obrazuje potęgę zemsty stanowiącej siłę napędową „maszyny losu”, bo to chęć odpłacenia za krzywdę, za odebranie tego co nadaje sens życiu, wprawia jej tryby w ruch.
„Martwi nie cierpią”, więc winnym również trzeba odebrać nadzieję i sens życia, uderzyć w ich najczulszy punkt. I paradoksalnie ojcowie, których relacje z dziećmi praktycznie zanikły dopiero w obliczu zagrożenia pojmą, co tak naprawdę jest dla nich najważniejsze. Tylko czy nie obudzą się za późno?
Autor zabiera nas w przeszłość zarówno mordercy, jak i prokuratora Szmyta. Ta podróż w czasie ma niebagatelne znaczenie dla rozgrywających się obecnie zdarzeń i spina w spójną całość wyłaniającą się z każdą kolejną stroną genialną intrygę. Ujawniając już na samym początku osobę sprawcy i jego motywację autor nie tylko nie umniejsza ciekawości czytelnika, ale wręcz angażuje bez reszty w wyścig z czasem, w którym niemal namacalny odgłos tykającego zegara tylko podkręca napięcie.
Chcecie wiedzieć jak funkcjonuje maszyna losu? I jaką rolę w zbrodniczym procederze pełni słodka, soczysta i tak niewinnie wyglądająca pomarańcza?
Nie trzeba znać pierwszego tomu, by cieszyć się lekturą dalszych losów prokuratora Szmyta, jednak cóż to będzie za strata! Dlatego czytajcie oba i cieszcie się lekturą! I pamiętajcie, losowi trzeba pomóc, a widziałam fajne promocje na obie książki autora.
Obiecałam uzupełnić czytanie serii i dotrzymałam słowa.
„Maszyna losu” to kontynuacja serii o prokuratorze Adamie Szmytcie. Zawieszony w czynnościach i oczekujący na sprawę dyscyplinarną Adam dochodzi do siebie po sprawie „**ujowego rzeźnika”. Jego ojciec przechodzi zawał i trafia do szpitala, więc bohater jedzie do rodzinnego domu w Krakowie. Dziwnym trafem, tuż po przyjeździe odbiera telefon od prokuratora, w zastępstwie którego 20 lat temu prowadził sprawę Czesława Grinwalda, który w okrutny sposób zamordował swoją młodą żonę. Rozmowa jest bardzo dziwna, bo prokurator pyta czy Adam otrzymał pomarańcze. Od tej chwili sprawy toczą się lawinowo. Okazuje się że Grinwald wyszedł warunkowo z więzienia i zaczyna polowanie na tych, którzy wpakowali go za kratki. Ale czy na pewno o ich życie mu chodzi? Zemsta ma bardzo różne oblicza i nie zawsze śmierć jest najgorszym co może nam się przytrafić.
Autor miesza teraźniejszość z przeszłością, przedstawiając co się tak naprawdę wydarzyło i dlaczego Grinwaldowi tak zależy na odpłaceniu się przedstawicielom wymiaru sprawiedliwości. Maszyna losu została puszczona w ruch i rozpoczęła się walka o życie.
W tej części głównym bohaterem jest Adam, postacie z pierwszej części policjantka i psycholożka odgrywają bardzo marginalną rolę. Podobnie jak część pierwszą i trzecią książkę czyta się fenomenalnie i bardzo szybko. Autor mota śledztwo, wprowadza czytelnika w błąd podsuwając coraz to inne rozwiązania. Przyznam, że ja byłam zaskoczona zakończeniem, a o to przecież w kryminałach chodzi.
W „Szlamie” poznaliśmy trójkę bohaterów. „Maszyna losu” jest głównie poświęcona Adamowi, „Zaprzaniec’ to książka Anety. Czy doczekamy się części czwartej, gdzie główną bohaterką będzie Magdalena Choroba? Ja czekam….
Gdy po 20 latach Czesław Grinwald opuszcza mury więzienia jego pragnienie zemsty zaczyna się urzeczywistniać. Tylko czy to przyniesie mu upragniony spokój?
Prokurator, Adam Szmyt, pewnego dnia odbiera dziwny telefon, który jest zapowiedzią okrutnej intrygi jaka zrodziła się w głowie byłego skazańca. Dla Adama rozpoczyna się wyścig z czasem.. tymbardziej, że każdy dzień przynosi nową ofiarę a wisienką na torcie mordercy ma być córka Szmyta. Czy mężczyzna wygra tę nie równą walkę nie tylko o życie własnej córki ale i pozostałych, którzy znaleźli się na liście zemsty Grinwalda? A co jeśli ci których uważa za sprzymierzeńców tak naprawdę sieją śmierć? Komu powinien zaufać by nie dać się wciągnąć w tryby morderczej maszyny losu?
Jako fanka kryminałów nie wiem jak to możliwe, że ta genialna historia trafiła w moje ręce dopiero teraz!! Autor stworzył tak świetną, mocną fabułę pełną grozy, mroku, tajemnic ale i bólu, samotności, tęsknoty, która wbija czytelnika w fotel już od samego początku. Nikt tutaj nie jest tym kim wydaje się być. Tragedia, która zapoczątkowała ten cały bieg wydarzeń i zrodziła potwora, uzmysławia jak łatwo można zniszczyć człowieka. Czytałam tę książkę z wypiekami na twarzy.. nawet nie podejrzewałam morderca jest tak blisko. Polecam wam gorąco szczególnie jeśli jesteście fanami dobrego kryminału !!