Weronika zakochuje się bez pamięci w starszym od siebie onkologu dziecięcym Dawidzie. Para błyskawicznie decyduje się na ślub. Dziewczyna jest przeszczęśliwa, przyjaciółki przerażone, bo o mężczyźnie niewiele wiadomo, rodzice cieszą się, gdyż przyszły zięć jest bogaty, wykształcony i kulturalny – po prostu ideał.
Weronika dla Dawida rezygnuje z pracy i życia towarzyskiego. Mężczyzna zdaje się być tajemniczy, nie lubi opowiadać o swojej przeszłości. Wokół pary mnożą się niepokojące sytuacje, które kobiecie każą się zastanowić, czy jej narzeczony naprawdę jest tym, za kogo się podaje. Na domiar złego ktoś wysyła Weronice list, w którym oskarża Dawida o najcięższą zbrodnię.
Filip przeżywa żałobę po śmierci ukochanej żony. Nie mogąc poradzić sobie ze stratą, przenosi się w odludne tereny Bieszczad, by nie musieć przebywać wśród ludzi. Jednak jego samotność zakłóca niespodziewane znalezisko...
Jak łączą się te historie? Jaką tajemnicę skrywa Dawid? Czy naprawdę jest księciem z bajki, za którego uważa go Wera? Czy może despotycznym, nieznoszącym sprzeciwu człowiekiem, przy którym nie powinna czuć się bezpiecznie? Co na ten temat ma do powiedzenia komisarz Kowalski?
Jedno jest pewne – rozwiązanie tej historii zszokuje niejednego czytelnika!
Czytadło doskonałe, czyli książka, która czyta się sama, a która sprawdzi się na wszystkie te chwile, gdy chcemy zanurzyć się w lekturze i zniknąć – domestic thriller „W otchłani” Katarzyny Wolwowicz.
Katarzyna Wolwowicz pisze językiem prostym i niezobowiązującym, lekko i tak, że chce się czytać, chce się przekładać kolejne strony. Trzyma naszą uwagę i nie daje odpocząć, podrzucając zwroty akcji i pokręcone twisty, których w żadnym wypadku się nie spodziewamy. Całość prowadzi ku nieoczywistej i nieoczekiwanej konkluzji, która może zdziwić nawet sprawdzonego w bojach wytrawnego czytelnika. To wszystko sprawia, że „W Otchłani” to pierwszorzędna frajda z lektury, porządna rozrywka i gatunkowe zaskoczenie. A po lekturze chcę poznać więcej książek spod pióra Katarzyny Wolwowicz. Czuję, że to będzie jedna z tych rodzimych autorek, po których książki będę sięgać z przyjemnością.
„W otchłani” – czytadło doskonałe? Jak najbardziej!
Co ona ma czego ja nie mam? Serce 💀💀💀 Główna bohaterka jest tragiczna, laska poznaje chłopa, po 2 tygodniach czy miesiącach, już nieważne, w obu przypadkach bardzo szybko zaręcza się z nim?? i planuje ślub za kilka miesięcy??? po czym przeżywa, że o boże czemu moje życie się wali, czemu to że nic o sobie nie wiemy niszczy nasz związek 😭😭😭😭😭 Girl... Ale pasują do siebie z tym chłopem oboje jacyś spierdoleni, fajnie że nie powiedział jej o raku, tak się powinno robić Jego mi trochę szkoda bo zawsze miał pod górkę chłop ale akurat w ich związku to on też nawalił Szkoda, że z tego się zrobiła jakaś epopeja o miłości i po prostu rzygać mi się momentami chciało A najbardziej szkoda że Dawid pod koniec nie okazał się też jakimś psychopatą, to byłby fajny plot twist, i ten typ co znalazł Teresę, to taka niewykorzystana postać, wielka szkoda
This entire review has been hidden because of spoilers.
„W otchłani” – zgodnie z opisem na okładce thriller – to dwutorowa historia opowiedziana słowami Weroniki, dwudziestokilkuletniej artystki, oraz Filipa, młodego wdowca.
W 2019 roku Weronika spotyka tajemniczego lekarza Dawida i od razu zakochuje się po uszy. Jednak jej początkowe szczęście zostaje zmącone przez coraz częściej pojawiające się pytania o przeszłość ukochanego - wybranek serca może mieć całkiem sporo niepokojących sekretów.
Równolegle fabuła zabiera nas do 2017 roku, gdy poznajemy Filipa, który po przedwczesnej śmierci ukochanej żony zaszywa się w Bieszczadach. Jednak jego upragniona samotność szybko zostaje zmącona przez niespodziewane spotkanie.
- co w niej znajdziecie-
Autorka serwuje nam opowieść z pierwszoosobową narracją, której w mojej ocenie bliżej do książki obyczajowej niż thrillera (i to bardzo w stylu telenoweli).
Opowieść Weroniki na wstępie wciąga, jednak po początkowym zaintrygowaniu czar pryska – bohaterka i jej przyjaciółka zostały wykreowane w sposób, który zupełnie mnie nie przekonuje. Nie pasuje mi ani język narracji, ani prowadzone dialogi, ani styl – dla mnie są zbyt uproszczone i płytkie. Same bohaterki – niezbyt szczegółowo zarysowane i sztampowe.
Historia Filipa była dla mnie zupełnie nieprawdopodobna i nieżyciowa – zbyt naciągana. W całej narracji znacznie przeważa Werka, a wątek Filipa jest wyłącznie pomocniczy, więc niewiele więcej mogę o nim powiedzieć.
Sama fabuła – niestety całkowicie przewidywalna.
+ szybko się czyta + na początku intryguje
- słaba kreacja bohaterów - przewidywalna fabuła - bliżej do powieści obyczajowej - słaby styl i język
-ogólna ocena-
Książka zebrała dużo pozytywnych opinii i wysokich ocen, mimo to ja się nią rozczarowałam i nie przypadła mi do gustu. Nie tego się spodziewałam po thrillerze – dla mnie jest to bardziej powieść obyczajowa z elementem zbrodni - i to niezbyt przekonująca. Ogólnie opisałabym ją jako czytadło, ale nawet w kategorii książek do poczytania „na leżaku” nie poleciłabym jej w pierwszej ani nawet drugiej kolejności. Niemniej jeśli ktoś lubi klimaty oper mydlanych i harlequinów, to raczej się spodoba.
O dżiz.. zapadłam się w otchłań melodramatyzmu.. a moje oczekiwania były nieco inne. to melodramat/ erotyk. Thrillera w tym co kot napłakał. Czytanie audiobooka przez Dereszowska dolało oliwy do ognia, patetyczność i dramatyzm wzrasta kolosalnie przez te jęki, pochlipywania, wzdychania, wrzaski, i inne teatralne wybiegi, uff. Podobało mi wodzenie za nos i nieszablonowy zwrot akcji na koniec. Jednak jak dla mnie zbyt grubymi nićmi szyte te wszystkie przypadki i motywy.
6/5 ⭐ Najlepszy thriller / kryminał jaki kiedykolwiek czytałam. To ile ja emocji przeżyłam podczas tej książki jest nieopisane. Praktycznie całą końcówkę przepłakałam
2,5 ⭐️ jeśli ktoś ma ochotę na czysto schematyczną książkę i historie, w której kobieta spotyka przystojnego i wyksztalconego mężczyznę w którym na przyspieszeniu się zakochuje, to na pewno jest to jedna z pozycji do polecenia. Zakończenie mnie nie pocieszyło, szczególnie, że kontynuacja książki (chyba) nie istnieje.
Pamiętam, jak jeszcze całkiem niedawno usiadłam do książki „Fałszywe tropy” Katarzyny Wolwowicz i przepadłam. Po raz pierwszy od dawna nie mogłam oderwać się od lektury. Zachwyciłam się stylem autorki i sposobem kreowania bohaterów. Teraz miałam okazję przedpremierowo poznać „W otchłani”. Czy dorównała mojemu poprzedniemu spotkaniu z twórczością pani Wolwowicz? Pewnego dnia Weronika poznaje Dawida - sporo od siebie starszego onkologa dziecięcego. Zakochuje się w nim bez pamięci i to z wzajemnością. Bardzo szybko decydują się na ślub. Chociaż wszystko zdaje się być idealne, przyjaciółki Weroniki zaczyna niepokoić tempo wydarzeń i brak informacji na temat Dawida. Na domiar złego zaczynają dziać się trudne do wyjaśnienia sytuacje. Weronika odbiera też list, w którym ktoś przyznaje, że zna prawdę o Dawidzie i jego mrocznej przeszłości.
Z kolei Filip ma problem z pogodzeniem się ze śmiercią żony. Postanawia przenieść się na odludzie i tam przeżywać swoją żałobę. Pewnego dnia spotyka w niecodziennych okolicznościach nieznajomą kobietę.
Czy te historie w jakikolwiek sposób się łączą? Co ma z tym wspólnego Dawid? Czy rzeczywiście jest po uszy zakochanym mężczyzną, czy psychopatą kryjącym swoją mroczną stronę?
Wiecie jakie to uczucie mieć, tzw. kaca książkowego? Ja do tej pory nie wiedziałam. Nie wiedziałam, jak to jest przeczytać ostatnią stronę książki, zamknąć ją i nadal przeżywać to, co dopiero przeczytałam. Nawet długi czas później, stojąc na przystanku, w głowie biegały mi myśli dotyczące bohaterów „W otchłani”. Zupełnie nie spodziewałam się takiej bomby emocjonalnej. Jak już w kilku tekstach wspomniałam, autorka wyrywa tutaj serce, kroi na kawałki, a ranę posypuje solą (oczywiście, metaforycznie). Chociaż brzmi to strasznie, to tak się właśnie czułam po przeczytaniu tej książki. I mimo takiego drastycznego porównania uważam, że jest to absolutny plus tej powieści.
Już wiecie, że „W otchłani” jest bardzo emocjonującą książką. A jak się prezentuje jako thriller? Zdecydowanie to thriller z krwi i kości. Mamy brutalne morderstwo sprzed lat, mamy tajemniczego bohatera, mamy podejrzane i niepokojące sytuacje, które dzieją się wokół głównych postaci. Niejednokrotnie mogą przechodzić ciarki przerażenia, co się wydarzy. Autorka zgrabnie prowadzi nas przez fabułę raz po raz odkrywając coraz więcej i kiedy już jesteśmy pewni, że wiemy wszystko, że tak dokładnie nam się wydawało, czeka nas nagły zwrot akcji wbijający w fotel. Czy można chcieć czegoś więcej od dobrego thrillera?
Kolejnym plusem jest kreacja bohaterów. Na tych zaledwie 300 paru stronach autorka przedstawiła nam bohaterów w bardzo wyczerpujący sposób. Pokazała przy okazji wiele aspektów psychologicznych. I podatność na silne uczucie, które nie przyjmuje do wiadomości, że coś może być nie tak. Można by powiedzieć zaślepienie z miłości. Z drugiej strony jest też pokazanie uczucia toksycznego, destrukcyjnego, które nie zna granic. A to jeszcze nie koniec tematu miłości, ale tego jednego aspektu nie zdradzę. Ponadto została przedstawiona siła manipulacji. Całokształt daje do myślenia i uważam to za kolejny plus tej książki.
Podsumowując, „W otchłani” to bardzo dobry, a dla mnie wręcz genialny, thriller, który wciąga bez reszty i nie daje o sobie zapomnieć. Świetnie poprowadzona fabuła z bardzo dobrze wykreowanymi bohaterami. Czytelnicza bomba emocjonalna. To na pewno nie jest moje ostatnie spotkanie z twórczością pani Katarzyny Wolwowicz. Ogromnie polecam!
Jedyne co było dobre w tej książce to fakt, że w końcu się skończyła. Pomijam wykonanie audiobooka - o ile Dereszowska świetnie przeczytała Necroveta, o tyle tutaj jest to dramat - ona nie czyta, tylko gra i potwornie zaburza to odbiór książki, momentami wręcz wzbudza zniesmaczenie i zakłopotanie, szczególnie przy scenach seksu. W dodatku infantylizuje już i tak maksymalnie infantylną główną bohaterkę, co daje tragiczny efekt.
Sama fabuła jest bardzo nierównomierna. 90% to perspektywa Weroniki (bohaterki), 10% to perspektywa Dawida (bohatera) - bardzo to nierówne i w sumie nie wiem, czemu ta perspektywa Dawida miała służyć, skoro w ogóle nie została wykorzystana w odpowiedni sposób. Tak jakby Wolwowicz stwierdziła że doda ją dla samego faktu dodania.
Weronika ma 27 lat, a zachowuje się jak zakochana 14-latka (a i tak mam poczucie, że obrażam tak młode dziewczyny pisząc to). Nie ma to jak po 2 tygodniach znajomości przyjąć zaręczyny od faceta, przeprowadzić się do niego, porzucić własne mieszkanie, pracę i znajomych + od razu planować ślub i dzieci i jeszcze uważać, że to jest cudowne i wspaniałe + nie reagować na ŻADNE red flagi, których jest tu PEŁNO. Ona jest po prostu dziecinna i zwyczajnie głupia, jej koleżaneczki nie lepsze, poza jedną w miarę trzeźwo myślącą.
Opisy seksu - czy możemy zacząć mówić i pisać CIPKA zamiast KOBIECOŚĆ? To już się naprawdę robi nudne i brzmi jak wyjęte z harlekinów (albo i gorzej). W ogóle wszelkie sceny erotyczne pani Wolwowicz powinna sobie odpuścić, bo mają klimat taniego pornola…
Poza tym redakcja solidnie tutaj nawaliła, bo tekst pełen jest szczegółów które totalnie nie są interesujące i nie wnoszą NIC A NIC do treści. Bohaterka idzie i się potyka, a oni opisują to trzema zdaniami. Jej przyjaciółka chrząka, bohaterka pyta o co chodzi, przyjaciółka że o nic i, uwaga, naprawdę o nic nie chodzi. I tak w kółko.
Jeju, jedyne co było tu całkiem ok, to zakończenie i opcja słuchania książki na przyspieszeniu 2x. Rozczarowałam się, bo wiem że Wolwowicz potrafi pisać dobre thrillery, no ale cóż…
Gdyby "W otchłani" było pierwszą książką autorki, którą przeczytałam, pewnie dałabym 8 gwiazdek. Porównując jednak do trzech innych powieści i moich ocen tej daję 7. Związek malarki Weroniki i lekarza onkologa Dawida Rozbickiego rozwija się w zawrotnym tempie. Narzeczeństwem stają się w kilka miesięcy od poznania. Mimo początkowej sielanki coraz częściej pozornie zwyczajne wydarzenia zdają się być nieprzypadkowe.
Rozwijając swoją myśl ze wstępu fabuła intryguje, ciekawi, ale dopiero od połowy książki. Początek jest mało emocjonujący. Stylistycznie jest stworzona znacznie lepiej niż "Kim jesteś?", jednak sama tajemnica nie jest tak skomplikowana, zawiła i wymagającą skupienia jak w przypadku serii z komisarz Olgą Balicką. Domyśliłam się, kto stoi za złowróżebnymi wydarzeniami. Zaskoczyło mnie to, co Dawid ujawnił w liście do narzeczonej oraz to, co działo się bezpośrednio po przeczytaniu go przez Weronikę. To jednak były ostatnie strony powieści, finał finału. Jeden wątek był dla mnie nieco dziwaczny. Chodzi o zachowanie dziadka jednej z postaci. Nie ujawnię o kogo chodzi, żeby nie zdradzić fabuły. Wspomniany dziadek znajduje fałszywego świadka, który ratuje przed skazaniem wnuka oskarżonego o zamordowanie swoich rodziców. Biorąc pod uwagę więzy krwi, które zostały ujawnione, to wątpię, żeby dziadek chciał bronić potencjalnego mordercę swojego dziecka. Jeśli niewinność wnuka byłaby tak oczywista, to inne postaci powinny to wziąć pod uwagę. Żadnemu bohaterowi nie wydało się to podejrzane i przyjęli to bezkrytycznie jako oczywistość.
Autorka potrafi tworzyć klimat, trzymać w niepewności i zaskakiwać. Osobiście wolę jej bardziej zawiłe powieści.
Książka na jedno popołudnie. Choć nie jest to górnolotna pozycja, jest świetną formą rozrywki. Język prosty, momentami wydaje się nawet lekko prostacki ale nie zniechęca to do czytania. Bohaterowie bardzo zwyczajni, nawet nudni, dzięki czemu można się z nimi utożsamić i uwierzyć, że historia może mieć miejsce w życiu codziennym. Trochę denerwowała mnie postać głównej bohaterki, zbyt naiwnej i łatwowiernej. Książka mnie pozytywnie zaskoczyła, nie spodziewałam się niektórych zwrotów akcji, polecam jako odmóżdżacz.
Straszne. Jedna z najgorszych książek tego roku… Tak jak uwielbiam Panią Wolwowicz po serii z Olgą Balicką to ta książka to był istny dramat. Thrillera to tu praktycznie nie ma, a jest melodramat połączony z erotykiem. Jest tu tyle błędów w relacjach międzyludzkich, że aż ciężko się w to wierzy oraz mnóstwo „zwrotów” akcji związanych z Dawidem, które są nikomu niepotrzebne. Postać Filipa tak zmarnowana, że aż chce się płakać. Pomijam fakt, że audiobook też nie jest najlepiej zrobiony. Zdecydowanie odradzam, niestety.
Hmmmm....niestety dawno żadna książka nie wywołała u mnie takiego wkurzenia. Po pierwsze czytając tą książkę mialam wrażenie, że nie raz już taką historię czytałam. Motyw z bylą żoną, którą się mści niby "zza światów" ok...motyw, że to ona zamordowała rodziców Dawida słaby. Końcówka z guzem średnia, niby koleś umarł, nagle dowiadujemy się, że leży w szpitalu a do tego się wybudza no i sam koniec, że koleś ma amnezję 🤦♀️ bardzo słaba książka!
This entire review has been hidden because of spoilers.
to nie było jakies nie wiadomo jak okropne, ale nie zlicze ile razy się skrzywiłam z zażenowania, absurdalności sytuacji i myślenia głownej bohaterki. ogrom melodramatyzmu, fmc zalewała się łzami i mdlała co kilka stron.
ale jakąś rozrywke ta książka mi dała i naprawdę ekspresowo mi się ją czytało.
Lekka lekturka, do przeczytania w kilka dni. Autorkę poznalam przy serii z komisarz Olgą Balicką, która mnie wciągnęla na maksa. Myslalam, ze to będzie podobna historia, jednak ksiązka ta jest napisana w innym stylu. Czulam się jakbym juz to gdzies czytala. Wyjasnienie bylo ok, ale zakonczenie mi się nie podobalo, moim zdaniem trochę przesadzone.
Jestem bardzo rozczarowana. Po serii z Olgą Balicką spodziewałam się niezłego kryminału, a dostałam romansidło rodem z Dlaczego ja...Zbyt duża liczba detali, które nic nie wnoszą do książki, infantylne uczucia nastolatki w ciele dorosłej kobiety...Wielkie rozczarowanie.
Mocno naciągane trzy. Książka poprawna, ale niestety jedna z wielu podobnych do siebie na rodzimym rynku wydawniczym. Mocny minus za nadinterpretację lektorską Pani Dereszowskiej. Dramat. Zakończenie ciekawe i intrygujące. Niewątpliwym plusem jest lekkość pióra autorki.
Przez chwilę miałam dość tej książki, naiwności bohaterki, jak wszyscy ostrzegają ją przed wiązaniem się z facetem, którego nie zna. A potem z czasem, kiedy wychodzą na jaw kolejne fakty, fabuła nabiera wiatru w żagle, a zakończenie zaskakujące, totalna huśtawka emocji - złe - dobre -złe... A dodatkowo Dereszowska i Kosior jako lektorzy genialni.