Za cholerę nie wiem, ile gwiazdek mam wystawić. Coś w tym jest, mimo że koncept jest o niebo lepszy niż wykonanie. Nie bawiłam się źle, ale wielokrotnie nie wiedziałam, co mam o tym wszystkim myśleć. 2,5? 3?
Już podczas pierwszych stron powieść ta daje czytelnikowi do zrozumienia, że będzie to ✨experience✨. Wyobraźcie sobie książkę o magii, demonach i czarownicach, która pod względem stylistycznym trochę przypomina dzieła Musierowicz, ale z alternatywnego uniwersum, w którym Musierowicz jest dziadem polskiej fantastyki i uwielbia żarty o cyckach. Z drugiej strony, po przebrnięciu przez ten humorek można też się natknąć na wybitny komizm sytuacyjny (to mówię całkiem poważnie - taki np. pościg za nagą, owiniętą w samą flagę Daszą na motorowerze jest jednym z moich ulubionych fragmentów XD). Jest to książka bardzo dziwaczna i przez cały czas, czytając, zastanawiałam się, czy jest ona dziwna w dobry czy zły sposób - i wciąż nie jestem w stanie stwierdzić. Na pewno jest w tej swojej wariackości szczera i bierze siebie na poważnie, za co zdecydowanie plus. Poza tym to jest fever dream. Tu jest wszystko. Mamy tutaj wyjątkowo zagmatwany, chaotyczny wątek kryminalny z piętnastoma plot twistami, których nikt się nie spodziewał, ale nie dlatego, że były tak sprawnie skonstruowane, tylko dlatego, że miały absolutne zero foreshadowingu; mamy tu pokręcone urban fantasy oparte na dzikiej mieszance słowiańskich wierzeń, prawosławia, okultyzmu i nawiązań do Bułhakowa (j e s z c z e więcej gadających kotów niż w Mistrzu i Małgorzacie! Koty!!!), które w żaden konkretny, usystematyzowany sposób się nie łączą, ale jakoś działają i to się liczy; mamy pisane przez autorkę peany na cześć jej ukochanego miasta, będącego samo w sobie jednym z bohaterów książki i opisy te czasem są fascynujące, a czasem nużą mnie tak jak zwykła to robić wszelka literatura miejsca/małych ojczyzn/zwał jak zwał.
Nie tylko zresztą opisy samego Kijowa tutaj mamy, ale też nawiązania do mnóstwa artystów, malarzy, dzieł sztuki i rozmaitych elementów kultury, których osobiście nie znam i jestem pewna, że z tego powodu wiele smaczków mi uleciało i wiele mnie ominęło, a to jest opowieść oparta na wyciąganiu fragmentów życiorysów różnych postaci historycznych i robienia z nich ważnych punktów fabularnych. Moja niewiedza nie jest tutaj powodem do odejmowania od ogólnej oceny książki, absolutnie nie! Myślę jedynie, że gdybym była zaznajomiona ze wszystkimi tymi aspektami, to automatycznie bawiłabym się lepiej, więc po prostu nie jestem tutaj aż tak modelowym czytelnikiem. Bo przykładowo sam koncept zakochanej w przeszłości i nieco oderwanej od rzeczywistości studentki historii, która podróżuje w czasie na jeden dzień, zakochuje się w swoim ulubionym modernistycznym malarzu, a później próbuje bezskutecznie go ratować przed jego tragiczną przyszłością (a później najwyraźniej zachodzi z nim ciążę??? XDDDDD) jest dobry, po prostu ja jestem nieobeznana ze sztuką przełomu wieków i muszę sobie googlować, kim był Michaił Wrubel (a potem się okazuje, że miałam kilka lat temu jego obraz na zdjęciu w tle na facebooku XD).
Oprócz emanującego z każdej kartki zamiłowania dla historii, to jest to też książka z roku 2005. I jest pewnym obrazem swojej epoki, szczególnie w kwestii tego, jak zostają przedstawiane bohaterki kobiece. To jest książka, która w 2005 chciała być feministyczna - i może wtedy była - ale w 2025 jest momentami cholernie stereotypowa, ale cóż, takie uroki literatury fantasy sprzed 20 lat. XD Przedawnienie humoru i swoistą "2005-owość" można też zaobserwować we wszystkich fragmentach, w których sednem żartu była nieheteronormatywność, szczególnie że oprócz tych żarcików, to żadna z tych bohaterek tak naprawdę queerowa nie jest (a szkoda, Masza x Katia ma potencjał! XD), ale szczerze, to te fragmenty były akurat nieszkodliwe i raczej takie nieporadnie zabawne. Nie czuję, jakby miał to być humor, który miał na celu mnie wyśmiać, osobiście akurat te sceny były dla mnie serio śmieszne. Ale jeszcze co do tej queerowości, to ja wiem, że to jest książka z 2005, ale jakim cudem można napisać bohaterkę, która ubiera się w sklepie "Safo" i wygląda na absolutnie zadowoloną, kiedy usługuje jej zgraja gołych lasek, a jednocześnie ma być niby w 100% hetero? Katia, z tobą jest coś na rzeczy!!! XD
Dziwaczna książka ogółem. Biorę się za 2 część. Ciekawe, ile jej chaotyczności wynika też z tłumaczenia - a widzę, że w 2 części tłumaczka się zmieniła. To wydawnictwo z tłumaczeniami ma problem ewidentnie.