Juz od starozytnosci pytanie o to ,,jak nie byc niewolnikiem?" ksztaltowalo rozumienie tego, czym bylo bycie wolnym obywatelem. Zwlaszcza jednak w nowozytnosci emancypacja nie moze byc kompletna bez zniesienia niewolnictwa, a nowoczesne, oswiecone myslenie zawsze chcialo uwierzytelniac sie w oczach publicznosci i odbiorców tym wlasnie haslem ,,natura wszystkich ludzi jest równa i wolna". Ze wzgledu na ten postulat nowoczesnosc w ogóle moze byc atrakcyjniejsza niz inne propozycje spoza jej kregu ideologicznego (tradycjonalne czy antynowoczesne).
Emancypacja jest obietnica wspólnoty wolnych, racjonalnych podmiotów panów, a nie tylko uwolnienia z kajdan. Jednak bez zniesienia niewolnictwa, nowoczesnosc nie moglaby roscic zadnych pretensji do moralnej wyzszosci; na ile pretensjom tym mozemy jeszcze ulegac, na ile musimy je podtrzymywac, chocby bez wiary? Jak to sie dzieje, ze projekt ukonstytuowania nowej ludzkiej wspólnoty spoleczna modernizacja czesto w nowoczesnosci dewiowal w strone nieprzewidywalnych, antyracjonalnych i moralnie odrazajacych formacji wspólnotowych o charakterze wojowniczo agresywnym?