Michał Jagiełło

Michał Jagiełło’s Followers (2)

member photo
member photo

Michał Jagiełło


Born
in Janikowice, Poland
August 23, 1941

Died
February 01, 2016

Genre


Average rating: 4.03 · 141 ratings · 13 reviews · 17 distinct worksSimilar authors
Wołanie w górach. Wypadki i...

4.05 avg rating — 129 ratings — published 1979 — 6 editions
Rate this book
Clear rating
Piarżysko. Tatry i Zakopane...

3.50 avg rating — 4 ratings
Rate this book
Clear rating
Obsesja i inne góry

really liked it 4.00 avg rating — 1 rating
Rate this book
Clear rating
Bez oddechu

it was ok 2.00 avg rating — 1 rating
Rate this book
Clear rating
Gałązka kosodrzewiny: najda...

0.00 avg rating — 0 ratings — published 2000
Rate this book
Clear rating
Narody i narodowości. Przew...

0.00 avg rating — 0 ratings — published 2010
Rate this book
Clear rating
Goryczka, słodyczka, czas o...

0.00 avg rating — 0 ratings — published 2007
Rate this book
Clear rating
Studnia

0.00 avg rating — 0 ratings
Rate this book
Clear rating
Partnerstwo dla przyszłości...

0.00 avg rating — 0 ratings
Rate this book
Clear rating
Zszywanie - w ucieczce

0.00 avg rating — 0 ratings — published 2014
Rate this book
Clear rating
More books by Michał Jagiełło…
Quotes by Michał Jagiełło  (?)
Quotes are added by the Goodreads community and are not verified by Goodreads. (Learn more)

“Z perspektywy lat ten jesienny napowietrzny spacer wydaje mi się ideałem skalnego wspinania. Odnoszę wrażenie, że płynąłem wtedy ponad granią, że nie zjeżdżałem na linie z uskoku na ostre wcięcie przełęczy, ale po prostu schodziłem, lekko tylko muskając skałę, i woda była srebrzysta w Hińczowym Stawie, i Morskie Oko nigdy potem nie było takie błękitne, i nigdy już nie miałem tej niezachwianej pewności, że całe góry należą do mnie, i nie ma takiej ściany, której bym nie przeszedł. Tylko że ta pewność nie trwała zbyt długo, nie przetrzymała próby jednego dnia, bo umykała ze mnie razem z chowającym się za Osobitą słońcem, na jej miejsce natomiast wciskał się niepokój. Niebo zaciągnęły chmury wlokące się nisko, zawadzające brzuchami o szczyty. Ziąb. Deszcz. Potem grad. Wreszcie śnieg. Wielkie płatki opadały spokojnie. Po półgodzinie było znów jasno – od śniegu. Schodziliśmy słynną, tylekroć opisywaną, a nawet rysowaną Galeryjką, stosując pełną asekurację – lina, haki, okrzyki najbardziej serio: – Uwaga, idę! Ściągaj! Ostrożnie! Śniegu przybywało. Nigdy nie sądziłem, że śnieg może mieć tak niską temperaturę. Nieprzyzwyczajony jeszcze do chłodu organizm bronił się drgawkami. Godziny upływały szybko. Już noc. Późno, bardzo późno albo wyjątkowo wcześnie – jak kto woli – byliśmy nad brzegiem Czarnego Stawu. Tu było ciepło. Tu była woda. To, co przeżyliśmy w nocy, wydawało się snem. Rozłożeni na kamieniach łapaliśmy promienie wyłażącego zza Niżnich Rysów słońca. Mięguszowieckie świeciły oślepiająco. Wiedziałem już, że taternictwo to nie jest zabawa i wiedziałem, że góry mogą być silniejsze od człowieka. Gdy mamy sprzęt wspinaczkowy i dostatecznie dużo cierpliwości – by uważać, patrzeć pod nogi, nie dać się ponieść nerwom, wytrzymać ze stoickim spokojem obsesyjnie powracającą myśl o herbacie i rozświetlonym schronisku – nasze szanse wygrania z górami wzrastają niepomiernie. Gorzej, gdy trzeba przeciwstawić gołe ręce ośnieżonej skale. Źle powiedziałem! Przepraszam was, góry, za to „wygranie z górami”. Dziś, po półwieczu moich górskich doświadczeń, wiem, że gra toczy się we mnie, w nas – uzależnionych od gór.”
Michał Jagiełło, Wołanie w górach. Wypadki i akcje ratunkowe w Tatrach